fbpx
Agata Jakóbczak
O wizerunku trochę mniej poważnie…
Kategoria: Szkolenia Medialne
Dziś będzie nieco przewrotnie i żartobliwie na temat wizerunku. Wszyscy dobrze wiemy, że żeby znaleźć pracę, sprzedać produkt czy przekonać klienta do współpracy, powinniśmy odpowiednio wyglądać: mieć dobrą sylwetkę, odpowiednie ubranie, właściwą fryzurę. Czasem jednak, żeby odnieść sukces, na przykład w reklamie, potrzebne są inne atrybuty… A i to nie zawsze wystarczy☺. Taka oto śmieszna historia wydarzyła się podczas castingu do reklamy Slim Fast w latach 90. Fragment pochodzi z mojej książki #Transformersi superbohaterowie polskiej reklamy 80-90.

Gwiazdy Slim Fast

Studio OTO z dumą zatrudniło swojego pierwszego „ekspata” (tak w latach dziewięćdziesiątych nazywano cudzoziemców, którzy przybywali do Polski, między innymi po to, żeby uczyć nas reklamy). Colin, Amerykanin, został podkupiony z agencji McCANN Erickson. Miał polskie korzenie, był sympatyczny, a o światowej reklamie wiedział dużo więcej niż wszyscy w OTO razem wzięci. Już po kilku dniach pojawiła się okazja, aby reprezentował studio w kontaktach z zagranicznym klientem – bo oto w drzwiach studia pojawił się kanadyjski właściciel odchudzającego koktajlu w proszku, Slim Fast. Ten „cudowny” specyfik od dłuższego czasu święcił triumfy w USA – wszystkie amerykańskie panie domu chciały być piękniejsze i szczuplejsze, tak samo jak największe gwiazdy, które reklamowały koktajl w telewizji. Kampania pokazywała spektakularną metamorfozę za sprawą proszku Slim Fast. Najpierw były zdjęcia gwiazd „przed”. Złej jakości, słabo oświetlone fotografie pokazywały gwiazdy z wyraźną nadwagą, z wałkami tłuszczu na brzuchu, obwisłymi ramionami i grubymi nogami w opiętych spodniach. Po sześciu tygodniach intensywnych ćwiczeń i picia koktajlu robiono zdjęcia po metamorfozie. Pokazywały doskonale upozowane gwiazdy w wyszczuplających ubraniach, z odpowiednim makijażem i fryzurą, świetnie oświetlone i pewne siebie. Hasło reklamowe głosiło: „Schudłam 30 kilo – ty też możesz!”.

Dystrybutor Slim Fast pojawił się w Polsce w najlepszym momencie, wyprzedził innych sprzedawców cudownych diet. Na fali przemian każda Polka chciała przecież być szczuplejsza, piękniejsza i bardziej światowa. Nowy rynek czekał na Slim Fast. Misja kanadyjskiego klienta była misją najwyższej wagi.

Kanadyjczyk kazał jak najszybciej zorganizować casting, w którym miały wziąć udział polskie „puszyste” gwiazdy. Na zwyciężczynię czekał lukratywny kontrakt na rok, honorarium płatne było gotówką z góry. Studio miało zrealizować kampanię reklamową pokazującą spektakularną przemianę. Nie istniały jeszcze wtedy w Polsce agencje zajmujące się pozyskiwaniem aktorów do reklam. Jacek Kulczycki, szef studia, uruchomił wszystkie kontakty, żeby dotrzeć do wystarczająco sławnych „puszystych”. Już następnego dnia trzy panie przybyły do biura OTO, w którym miał się odbyć casting.

Ponieważ szef studia musiał wyjechać, a wszyscy, którzy w jakimkolwiek stopniu znali angielski, mieli inne zajęcia, Colin otrzymał zaszczytną funkcję tłumacza i pośrednika między zagranicznym klientem a gwiazdami. Nigdy przedtem nie występował w takiej roli. Nie znał aktorek, które miały się stawić na casting, ale wierzył w zapewnienia, że będzie miał okazję poznać sławy najwyższej rangi. I oczywiście, last but not least, będzie mógł poćwiczyć język polski.

Nie pal tyle!

Pierwsza była aktorka znana z kina i polskich seriali. Miała ponad sześćdziesiąt lat, farbowane na kruczoczarno włosy i była okrągła jak piłka. Kopciła jak komin – odpalała jednego papierosa od drugiego. Colinowi wydawało się, że jest idealną kandydatką do reklamy środka odchudzającego, ale zanim casting na dobre się zaczął, klient powiedział:

– Podziękuj jej. Osoba, która tyle pali, nie będzie miała wystarczająco silnej woli, żeby znieść reżim ćwiczeń i diety.

Colin wiedział, że musi podziękować gwieździe w najbardziej delikatny i elegancki sposób, aby nie poczuła się urażona. Przecież była legendą, równą prawie Elizabeth Taylor.

Układając w głowie dyplomatyczne słowa podziękowania, podszedł do gwiazdy i wypowiedział po polsku bardzo wolno i wyraźnie:

– Bardzo mi przykro, ale mój klient nie wibierał pani. Dziękuję pani bardzo za spotkanie. Niestety prosić wyjść natychmiast.

Colin odetchnął zadowolony, mając nadzieję, że wzniósł się na poziom Wersalu, ale aktorka najwyraźniej uważała inaczej. Nerwowo rozdeptała papierosa obcasem na dywanie i wysyczała:

– Proszę, żeby pana szef się ze mną jak najszybciej skontaktował. Pożałuje tego! – I wymaszerowała z pokoju.

Trzeba nie jeść nic przez 6 tygodni!

Drugą z zaproszonych znakomitości była piosenkarka. Klient był nią zachwycony. Miała apetycznie zaokrąglone kształty, długie rude włosy, była seksowna i sympatyczna.

– Idealna kandydatka do metamorfozy! Po zrzuceniu kilku kilogramów będzie wyglądała zjawiskowo – powiedział do Colina. – Przetłumacz, proszę, że chcę z nią podpisać kontrakt na rok. Wymagamy sześciotygodniowej diety i ćwiczeń, po których schudnie około dwudziestu kilogramów. Wtedy zrobimy jej finalne zdjęcie „po” – dodał. – Jeśli się zgodzi, to chcę, żeby to ona była naszą twarzą Slim Fast w Polsce.

Colin wiedział, że teraz od niego wszystko zależy. Nie może tego zepsuć. Podszedł do gwiazdy z należytym szacunkiem i powiedział wyraźnie, pokazując puszkę Slim Fast:

– Klient panią wibrać. Teraz trzeba jeść nic przez sześć tygodni, pić ten proszek tylko. Codziennie biegać i ćwiczyć dużo. Potem zdjęcie pani i wreszcie nie wyglądać taka gruba. Tak przez rok.
– Muszę zadzwonić – przerwała mu piosenkarka. Wyszła i nigdy nie wróciła.

Legginsy w panterkę

Trzecia kandydatka była ostatnią nadzieją. Wkroczyła w luźnym miękkim futrze, pod którym miała świetnie skrojoną suknię, tuszującą sporą nadwagę. Była elegancka, miała klasę. Klient spojrzał na nią z uznaniem. Colin przetłumaczył na angielski, że gwiazda chętnie podda się metamorfozie i ćwiczeniom, żeby zrzucić dwadzieścia kilo, bo zawsze marzyła o tym, by zmienić wizerunek. To jej pomoże w karierze aktorskiej, jest gotowa na spore wyrzeczenia.

Klient wyjął z torby legginsy w panterkę i elastyczną bluzkę mikroskopijnych rozmiarów.

– Powiedz jej, żeby poszła do łazienki i przebrała się w to – powiedział do Colina. Aktorka zrozumiała bez problemu.

Kiedy wyszła z łazienki w seksownych kanadyjskich ciuchach, wrażenie było piorunujące. Ubranie, które być może wyglądałoby dobrze na kimś o dwa pokolenia młodszym i cztery rozmiary mniejszym, podkreśliło wszelkie mankamenty jej figury. Klient był zachwycony.

– Powiedz jej, żeby weszła na stół. Chcę ją sfilmować od dołu, żeby pokazać jej grube uda, tłuszcz na brzuchu i zwisający biust – powiedział do Colina.

– Nie umiem tego powiedzieć po polsku – przeraził się Colin. – Jak mam jej to wytłumaczyć?

– Pokaż jej – powiedział klient. – Przecież jest aktorką. Zrozumie.

– Jak mam pozować? – zapytała zalotnie aktorka, wyraźnie zadowolona ze swojego nowego wcielenia.

– Jak ja mam jej to, do cholery, powiedzieć? – Colina opuściły wszelkie zdolności lingwistyczne. Pod naciskiem spojrzenia klienta wyszeptał:

– Prosze pani. Klient chce, ze pani idzie nad stołem.

– Czy może pan powtórzyć? – zapytała zaskoczona gwiazda.

– On chce pani widziec nad stołem.

– Chce mnie widzieć NAD STOŁEM???

– Tak, dokladnie. Nad stołem.

– Ale to niemożliwe. Jak mam się znaleźć NAD STOŁEM?

– Moge pani pomagacz. Prosze, niech pani mi da reke. Kiedy pani jest nad stołem, trzeba ciagnac spodnie, zeby pokazac nogi grube. On chce widziec, jak tluszcz sie wilewa. Oraz trzeba trzymac bluzke bardzo mocno od tylu, zeby piersi pokazuja sie jak najbardziej.

Gwiazda skinęła głową i powoli zbliżyła się do krzesła, z którego prowadziła najkrótsza droga na stół. Po czym zawróciła i poszła w stronę wyjścia. W tym momencie Colin stwierdził, że ma już dosyć lekcji polskiego, i wyszedł za nią(…)

Ciąg dalszy tej, i inne historie o początkach polskiej reklamy, w mojej książce #Transformersi, superbohaterowie polskiej reklamy 80-90.

Agata Jakóbczak
Pomagam nadawać słowom moc. Uczę, jak przekonywać do projektów. Opowiadam o analogowym świecie początków reklamy. Trzy w jednym. A tak naprawdę więcej.

Media, reklama, wystąpienia publiczne to moja pasja i praca- od ponad 20 lat. Moje życie zawodowe to kolejne medialne projekty. Jako producentka filmów reklamowych. Agentka Gwiazd. Współtwórczyni portalu dla kobiet. Autorka książek… i wiele innych. Jestem akredytowanym trenerem PRINCE2 – metodyki zarządzania projektami.

Zobacz inne artykuły

Jak przestałam bać się tremy?

„I LOVE THIS COMPANY!!!” krzyczał Steven Ballmer, były dyrektor generalny Mictosoftu, wbiegając na scenę. W podskokach docierał do mównicy. I!!! LOVE!!!! THIS!!!!! COMPANY!!!!! – wykrzykiwał, zasapany. Tak zaczynał prezentację. A Steve Jobs? Wypracowany minimalizm, ale ta sama swoboda, to samo panowanie nad sceną i widownią. 

Ciało też mówi

Postawa i gesty mówcy muszą być spójne ze słowami. Jeśli mówca stoi zgarbiony, z opuszczonymi rękami, jego słowa tracą moc. Wyjdźmy do widzów z wyprostowaną sylwetką, z otwartymi dłońmi. Używajmy mowy ciała świadomie, podkreślając emocje i treść przekazu. Gestykulujemy w obszarze od bioder do piersi.