fbpx
Agata Jakóbczak
Małe słowo „ale”, czyli o sztuce przekonywania
Kategoria: Wystąpienia Publiczne
Długo zwlekałam z tym telefonem. Bo czekała mnie konfrontacja. Rozwiązanie, na które mogłam się zgodzić, nie było korzystne dla mojego adwersarza, i przeciwnie. Wątły kompromis, który miałam na myśli, też był moim zdaniem nie do zaakceptowania przez drugą stronę. Ale nie mogłam oddać pola. Rozmowa nieuchronnie doprowadzi do konfliktu, myślałam. Nawet, jeśli rozegram tę kwestię na swoją korzyść, to stracę dobre relacje. Na pewno. Dlatego tak zwlekałam. Po prostu się bałam tej rozmowy. Zastanawiałam się. Przypomniałam sobie szkolenie, które nasza Akademia Face organizowała razem z dr Olgierdem Annusewiczem. Przekonywanie bez pokonywania. Sięgnęłam do notatek. „Mój adwersarz nie powinien czuć, że przegrał. Nie może pomyśleć: – ok, musiałem się ugiąć pod jego argumentami, następnym razem się odegram. Jeśli mamy spór, w którym obie strony stanowczo bronią swoich argumentów, to im mocniej to robią, im bardziej emocjonalnych chwytów używają, tym trudniej jest się im wycofać i porozumieć, czy po prostu przyznać rację drugiej stronie.(…) – mówił na szkoleniu Annusewicz. Postanowiłam wykorzystać nabytą wiedzę w praktyce i rozwiązać sprawę „na miękko”.

– I jak, zgadzasz się na moją propozycję? – usłyszałam w telefonie niecierpliwy, lekko podenerwowany głos. – Najważniejsze jest dla mnie to, żebyśmy zachowali dobre relacje, żebyśmy nie grali przeciwko sobie – odpowiedziałam rozmówcy. Potem spokojnie przedstawiłam swoje racje i zarysowałam wersję kompromisowego rozwiązania. Pamiętałam ze szkolenia, że nie powinnam dążyć do tego, żeby rozmówca uznał, że moja propozycja jest lepsza (bo to by oznaczało, że jego była gorsza), ale żeby ją zaakceptował jako wspólne rozwiązanie, nad którym razem będziemy pracować. Dlatego bardzo ostrożnie dobierałam i formułowalam argumenty, pamiętając, że nie mogą zabrzmieć konfrontacyjnie.–Dobrze.- powiedział rozmówca ku mojemu zaskoczeniu. – Zgadzam się. Mnie też zależy na naszych dobrych relacjach. Ufff….Na własnej skórze przećwiczyłam, że miękka perswazja działa, i że wiele zależy od doboru słów. I co więcej, po takiej „niekonfrontacyjnej” rozmowie nie ma się poczucia niesmaku, żalu za zepsutą relacją. I można dużo więcej wspólnie zbudować także na innych polach.

Warto się przyjrzeć jak działają słowa, których używamy, i czy przynoszą oczekiwany skutek. Na przykład małe słówko „ale”. To też zapamiętałam ze szkolenia, i bardzo mi się przydaje.. Podoba mi się Twoja prezentacja, ale wolałabym żebyś zmienił czcionkę i dodał większe ilustracje….zaczęłam pisać do jednego z naszych współpracowników…. i zatrzymałam się w pół zdania. Słówko „ale” – jest konfrontacyjne. Pisząc „ale”, skreślam poprzednią pozytywną opinię, podaję ją w wątpliwość. Podoba mi się Twoja prezentacja. Tu postawiłam kropkę. A co sądzisz, żeby zmienić nieco czcionkę i dodać większe ilustracje? Jakie jest twoje zdanie?. – napisałam. Myślę, że lepiej to zabrzmiało. I otworzyło drogę do porozumienia zamiast zatrzasnąć drzwi.

„Po dobrze poprowadzonej dyskusji czy negocjacjach nikt nie powinien czuć się pokonanym.” – twierdzi dr Olgierd Annusewicz. A ja w Nowym Roku życzę Państwu samych takich owocnych dyskusji.

Agata Jakóbczak

O sztuce przekonywania można przeczytać więcej tu:
https://www.agencjaface.com/przekonac-bez-pokonywania-jak-sie-nauczyc-madrze-dyskutowac/#.XC-dkmlCfIU

A o szkoleniu „Przekonywanie bez pokonywania”
https://www.agencjaface.com/szkolenia/przekonywanie-bez-pokonywania/

Agata Jakóbczak
Pomagam nadawać słowom moc. Uczę, jak przekonywać do projektów. Opowiadam o analogowym świecie początków reklamy. Trzy w jednym. A tak naprawdę więcej.

Media, reklama, wystąpienia publiczne to moja pasja i praca- od ponad 20 lat. Moje życie zawodowe to kolejne medialne projekty. Jako producentka filmów reklamowych. Agentka Gwiazd. Współtwórczyni portalu dla kobiet. Autorka książek… i wiele innych. Jestem akredytowanym trenerem PRINCE2 – metodyki zarządzania projektami.

Zobacz inne artykuły

O wizerunku trochę mniej poważnie…

Dziś będzie nieco przewrotnie i żartobliwie na temat wizerunku. Wszyscy dobrze wiemy, że żeby znaleźć pracę, sprzedać produkt czy przekonać klienta do współpracy, powinniśmy odpowiednio wyglądać: mieć dobrą sylwetkę, odpowiednie ubranie, właściwą fryzurę. Czasem jednak, żeby odnieść sukces, na przykład w reklamie, potrzebne są inne atrybuty…

Kto ma nas szkolić?

Na jednym z blogów, dotyczących szkoleń medialnych, znalazłam opinię, która mnie zafrapowała: Otóż, zdaniem autora, znani dziennikarze są gorszymi trenerami dlatego, że szkolenia medialne nie są ich jedynym źródłem dochodu. Natomiast nieznani szerszej publiczności trenerzy są dobrymi trenerami, bo nigdzie indziej poza szkoleniami nie zarabiają…Cóż, pozwolę sobie polemizować z tą tezą.

Przychodzi gość do telewizji…

Wystąpienia w mediach przeważnie budzą lęk. Paraliżuje nas wizja rozmowy z dziennikarzem przed kamerą, jeszcze bardziej- wizyta w studiu i wystąpienie na żywo. Wiele osób, gdy pojawia się możliwość dostępu do mediów, możliwość wypromowania siebie lub swojej firmy, poddaje się walkowerem. – Nie dam rady, nie umiem, nie mam nic do powiedzenia…. Kolega lepiej to zrobi…